W ogóle jaki był ten tydzień? Pierwsze dni - poniedziałek, wtorek, środa i czwartek były całkiem okay. W piątek bolał mnie straszliwie brzuch (Nicol, dziękuję Ci, ty wiesz za co), ale przeżyłam. Wcześniej byłam jeszcze u fryzjera, aby w końcu sprawić, by moje włosy były bardziej zdrowsze. Oczywiście, ścięłam je - po 11 latach, haha. Byłam na gitarach, to zdecydowanie był mój zły dzień. Zazwyczaj radzę sobie z nią doskonale, a pani nie wie co z nami robić, ponieważ wszystko umiemy. Wtedy to był koszmar, mieszały mi się chwyty, bicia i w ogóle. W sobotę było znacznie gorzej. Na boisku był chłopak, który pytał się mnie, czy chcę z nim chodzić. Nie wiem co do niego czuję, sama się w tym pogubiłam. Pewnie nic. Na pewno nic... Potem przyjaciółka napisała mi, że zdaje się jej, że nie chcę się z nią przyjaźnić. Najgorszy dzień. W nocy nie mogłam spać. W niedzielę miałam iść do kościoła, ale nie poszłam z powodu okropnego bólu brzucha. Dzisiaj, czyli poniedziałek czułam się okropnie. Najgorzej z tego wszystkiego. Rano byłam smutna, w po południe, wieczorem i w nocy pewnie też będę.
7 maja jadę na wycieczkę, na którą nie mam cholernej ochoty jechać. Muszę, pieniądze zapłacone, wszystko jest. Przeżyję, możliwe. Jak nie.. MUSZĘ. Bilety na Believe, płyta, koncert. Muszę dożyć! Dam radę.
Na koniec chciałabym podziękować Nicoli, która także przyczynia się do tego, że nadal żyję. Gdyby nie ona.. wolę o tym nie myśleć. DZIĘKUJĘ CI JESZCZE RAZ.
Nuta na dziś. KOCHAM.
It's going to hurt worse as long, as I stay here. I know but man, let me lay here.