niedziela, 1 lipca 2012

Vacations already!

Witam wszystkich serdecznie! Przepraszam, za długą nieobecność, (jeżeli ktoś w ogóle to czyta) ale kiedy miałam o czym pisać, nie było czasu. A gdy miałam czas, nie wiedziałam, o czym pisać. 
W końcu wymarzony czas dla każdego ucznia, który przez cały rok szkolny musiał ciężko pracować - WAKACJE! Koniec z codziennym, wczesnym wstawaniem do szkoły, tym dziwnym uczuciem, że czegoś się zapomniało, problemami z pracą domową, nauką. Teraz możemy wstawać późnym popołudniem, nie przejmować się niczym, wyjeżdżać, nie martwiąc się o to, że następnego dnia nie pójdziemy do szkoły. Spotykać się z przyjaciółmi o różnych porach. Właściwie, możemy prawie wszystko. 
Ten rok szkolny minął bardzo szybko. Był czwartek, a ja wciąż nie mogłam zrozumieć, że następnego dnia już koniec. Cały tydzień był bardzo pracowity. Jako piątoklasistom przypadło nam pożegnanie szóstej klasy. Najpierw nie przejmowałam się tym, że odchodzą, ale później wyobraziłam sobie szkołę, bez tej piątki (w ostatniej klasie jest tylko pięć osób, haha). Pomimo tego, że było ich tak mało, każdy z nich sprawiał, że ta szkoła była lepszym miejscem. Codziennie rano wstałam z myślą: "Dobra, warto jest iść do szkoły. Pewnie chłopacy i dziewczyny z szóstej, zrobią coś szalonego, jak zawsze. Przecież nie mogę tego przegapić!" Z nimi zawsze coś się działo, nigdy nie było nudno. 
W przyszłym roku szkolnym już tak nie będzie. Tym razem, ja będę chodziła do ostatniej klasy, a ludzie z piątek i czwartej klasy to będą małe dzieci. Może się rozkręcą, ale na razie w to wątpię. Nie będziemy potrafili się zgrać, ich jest za dużo. Przetrwam jakoś, nie zwracając uwagi na młodsze klasy, a potem już tylko gimnazjum.
Zakończenie roku trwało baaardzo długo. Na początek część artystyczna. Po raz pierwszy w mojej szkole tańczyli poloneza. Ja także miałam tańczyć, ale na ostatnią chwilę dowiedziałam się, że nie ma partnera. Trudno, zatańczę za rok. Później występ szóstej klasy i nasz. Strasznie się stresowałam, ponieważ mam kłopoty z szybkim mówieniem. Bałam się, że coś nie wyjdzie. Ale jakoś było. Potem długa przemowa pani dyrektor, jakiejś tam pani i w końcu rozdanie świadectw. To też trwało długo. Moja mama często wstawała z krzesła. Najpierw ja, potem mój brat, ja, mój brat. Dostała też nagrodę za pomoc szkole. Potem już tylko do domu. FREEDOM
A w ogóle, jak zamierzacie spędzić wakacje? :) 

SEE YA SOON, I HOPE (: 


piątek, 11 maja 2012

The trip

Hej! Pewnie większość z was wie, że ostatnio byłam na wyciecze. Dokładniej - Głuchołazy i Krasiejów. Opiszę dokładnie, co działo się na miejscu.
Dzień pierwszy - poniedziałek, 7 maja
Wyjechaliśmy jakoś po ósmej. W autobusie działo się wiele ciekawych rzeczy, z resztą zawsze tak jest. Rozmowy, słuchanie muzyki itp. Ośrodek Banderoza jest bogatym ośrodkiem, lecz nie zadbanym. Sześcioosobowe pokoje (zdarzały się też trzyosobowe lub czteroosobowe) do tego bardzo małe. Łóżka były piętrowe, takie szpitalne. Na nich i na ścianach było wszystko popisane. Po odświeżeniu się po podróży, poszliśmy pooglądać cały ośrodek. Naprawdę ogromny. Wiele pawilonów, kilka boisk, miejsca do ogniska, małe zoo i wiele innych. Po rozejrzeniu się poszłyśmy do Jaskini Soli, a chłopcy na salę pograć w piłkę. Potem nasze role się zamieniły. Pod koniec poszliśmy na kilka minut, na dyskotekę. Po raz pierwszy tańczyłam publicznie!






Pokój. To wzięłam ze strony Banderozy, teraz wygląda to o wiele gorzej...










Jaskinia Soli - niewyraźnie, ponieważ było tam bardzo ciemno.








Dzień drugi - wtorek, 8 maja
Tu już było znacznie ciekawiej. Poszliśmy na Kopę Biskupią. To wieża widokowa, znajdująca się na 989m górze (o ile się nie mylę). Droga była bardzo wyczerpująca, każdy chodził zmęczony, ale większość doszła do celu. Mówię większość, ponieważ kilka osób zostało w schronisku, bardzo blisko wieży. Ja powiedziałam sobie, że nie po to szłam na sam szczyt tej góry, aby teraz się poddać i nie zobaczyć tego, co miałam zobaczyć. Przyznam, że nie żałuję. Z wieży było widać nawet Ślężę, górę znajdującą się bardzo blisko mnie. Przy okazji, byłam na terenie Czech, więc wycieczkę do Czech także mogę uznać za zaliczoną, haha. Po przyjściu na miejsce, poszliśmy na Płukanie Złota. Ciekawe, prawda? Pan, który to prowadził, był bardzo śmieszny. Wieczorem zamówiliśmy dużą pizzę. Ledwo się w drzwiach mieściła! Miała być duża, nie wielka, haha. Potem znowu dyskoteka, ale też krótka. O północy poszliśmy na rajd z pochodniami, oraz śpiewaliśmy Sto Lat dla jednej dziewczyny, która miała urodziny.





Widok z Kopy Biskupiej (:










Kopa Biskupia - wieża widokowa.










Dzień 3 - środa, 9 maja
Tu już znacznie lepiej! Najlepszy dzień w ciągu tej wycieczki. Na początku basen, na który ja oczywiście nie poszłam. Nigdy nie lubiłam basenów, nie potrafię pływać, więc sami rozumiecie. Potem paintball, na który także nie poszłam. Wtedy siedziałam w sali komputerowej i mogłam wreszcie skontaktować się za pomocą Twittera (przy okazji pozdrawiam @iAmericanGirls oraz @ItsTeenager). Na koniec kręgle. Tam było cudownie! Po raz pierwszy życiu w nie grałam, na początek było trudno, ale potem już załapałam. Na koniec dyskoteka z karaoke. Moja koleżanka miała zaśpiewać, ale DJ był pijany, i twierdził, że nie ma piosenki, która była kilka minut temu. Kiedy wreszcie wybrała inną piosenkę, nie zaśpiewała jej, bo o niej zapomniał. Do tego całował się z dziewczyną mniej - więcej z 6 klasy, ale to uznam za szczegół. Niestety, nie mam zdjęć z tego dnia.
Dzień 4 - czwartek, 10 maja
W końcu ostatni dzień. Wyjazd do Krasiejowa, do Parku Jurajskiego. Mnóstwo dinozaurów, zdjęć i w ogóle. Byłam w Kinie 5D, było bardzo fajnie. 3D, ruszające się fotele, lejąca się woda. Cudownie! Na koniec upragniony powrót do domu. Jak to mówią, wszędzie dobrze, ale w domu najlepiej.

Nie chcę już was zanudzać, więc tak szybko napiszę, co dzisiaj robiłam. Byłam w pobliskim mieście, pomóc tacie wybrać jakieś buty na komunię swojej chrześnicy. Wyszło tak, że kupił sportowe, haha. Sama kupiłam sobie cztery bluzki. Granatową z kokardką, zieloną z Garfieldem (była najładniejsza, a jeżeli wzięłam dwie, to jedna była za połowę ceny), bluzka z flagą USA i flagą ... KANADY! Tą jaram się najbardziej, haha.
















A teraz muzyka. Oczywiście, teraz najbardziej podoba mi się Turn To You. Prawdziwe, wzruszające słowa. Popłakałam się na tym.

A co u was? Piszcie, i przepraszam za tak długą notkę. 

LUV YA. 

poniedziałek, 30 kwietnia 2012

It's going to hurt worse as long, as I stay here...

Jestem pozytywną dziewczyną. Nawet w najgorszych momentach, w których inni zazwyczaj siedzą i mają doła, ja potrafię znaleźć małą iskierkę nadziei. Teraz jest inaczej. Wiedziałam, że nadejdzie taki moment, w którym po prostu się załamię i nie znajdę wyjścia. Zawsze wystarczyło włączyć piosenkę Justina i życie miało z powrotem sens. Obecnie nie zadziałało. Siedzę bez uśmiechu, nawet pisanie z Beliebers tym razem nie pomaga. Wstaję wcześnie, co dziwne. Jem śniadanie, ponieważ jestem zmuszona przez babcię. Potem jakoś przeżywam dzień, uśmiecham się sztucznie do każdego, ukrywam swoje emocje. W nocy płaczę, nie mogę spać, myślę nad sensem swojego życia i widzę jeden powód - Justin. Gdyby nie on, na pewno nie pisałabym tej notki. Dlaczego? Nie byłoby mnie tu.
W ogóle jaki był ten tydzień? Pierwsze dni - poniedziałek, wtorek, środa i czwartek były całkiem okay. W piątek bolał mnie straszliwie brzuch (Nicol, dziękuję Ci, ty wiesz za co), ale przeżyłam. Wcześniej byłam jeszcze u fryzjera, aby w końcu sprawić, by moje włosy były bardziej zdrowsze. Oczywiście, ścięłam je - po 11 latach, haha. Byłam na gitarach, to zdecydowanie był mój zły dzień. Zazwyczaj radzę sobie z nią doskonale, a pani nie wie co z nami robić, ponieważ wszystko umiemy. Wtedy to był koszmar, mieszały mi się chwyty, bicia i w ogóle. W sobotę było znacznie gorzej. Na boisku był chłopak, który pytał się mnie, czy chcę z nim chodzić. Nie wiem co do niego czuję, sama się w tym pogubiłam. Pewnie nic. Na pewno nic... Potem przyjaciółka napisała mi, że zdaje się jej, że nie chcę się z nią przyjaźnić. Najgorszy dzień. W nocy nie mogłam spać. W niedzielę miałam iść do kościoła, ale nie poszłam z powodu okropnego bólu brzucha. Dzisiaj, czyli poniedziałek czułam się okropnie. Najgorzej z tego wszystkiego. Rano byłam smutna, w po południe, wieczorem i w nocy pewnie też będę. 
7 maja jadę na wycieczkę, na którą nie mam cholernej ochoty jechać. Muszę, pieniądze zapłacone, wszystko jest. Przeżyję, możliwe. Jak nie.. MUSZĘ. Bilety na Believe, płyta, koncert. Muszę dożyć! Dam radę. 

Na koniec chciałabym podziękować Nicoli, która także przyczynia się do tego, że nadal żyję. Gdyby nie ona.. wolę o tym nie myśleć. DZIĘKUJĘ CI JESZCZE RAZ. 

Nuta na dziś. KOCHAM. 

It's going to hurt worse as long, as I stay here. I know but man, let me lay here. 

niedziela, 18 marca 2012

Weekend and spring *.*

Hej ,co tam u was? Ja opiszę co się u mnie działo w weekend. Teraz te weekendy są coraz bardziej fajniejsze ,bo nadchodzi.. WIOSNA ! Mm .. kwiatki ,drzewa ,owoce ,SŁOŃCE. Wszystko co najlepsze. Bo w końcu po co przeżywamy całą pochmurną jesień i białą zimę? Aby w końcu przeżyć wiosnę. Bo kto nie lubi wiosny? Ja nie spotkałam się z taką osobą... Więc tak..
Piątek
W szkole był wielki szał - pani pozwoliła po tylu miesiącach w końcu wyjść na dwór przed szkołę. Od razu każdy wyszedł ,a w szkole nie został nikt. Oprócz dyrektorki ,sekretarki i pedagoga. Zaraz dziewczyny usiadły na ławce i na stolikach. A ja poszłam także z Julią ,Klaudią ,Nicol ,Olą i Julią. Zaraz przyłączyli się Mateusz i Dominik. Puszczałyśmy Live My Life i dziwne - chłopaki nic się nie odzywali. Potem lekcja ,przerwa, lekcja. I na ostatniej przerwie puściłyśmy Call Me Maybe i próbowałyśmy to nagrać. Wyszło śmieszne ,przez nasze wygłupy i w ogóle. Jednak mądra Julia nie wcisnęła nacisku "nagraj" i nic się nie nagrało ,GRATULACJE haha. Potem historia ,zawsze ten strach ,bo kogo pani zapyta?! Nikogo nie zapytała. Lekcja minęła dziwnie szybko i do domku. Zaraz wzięłam się za lekcje ,aby mieć już z głowy ,jednak nie mogłam zrozumieć matmy i dałam sobie spokój. Przyszła do mnie Nicol i poszłyśmy na boisko. Tam byli chłopacy ,a my przed nimi uciekałyśmy. Wiem ,dziwne jesteśmy. No i krzyczeli do nas "CZEKAJCIE NA NAS!". LOL - nic więcej. Potem przypomniało mi się,że mam gitary i pani po mnie przyjechała. Na gitarach było cool i nauczyłyśmy się nowej rzeczy ,yeah. Palce strasznie bolą. Potem Sandra nauczyła mnie grać w ping-ponga. To cud! Ja umiem grać ,haha.
Sobota
Znowu przyszła Sandra ,Klaudia ,Nicol i Blanka. I też nudno nie było . Jadłyśmy czyjś słonecznik ,yep. I się darłyśmy - próby przed koncertem Justina ,you know. A teraz mam zdarte gardło ; / Przy okazji - Blanka uwzięła się na mojego brata.. Haha będą razem mieszkać ,yeah. W tą sobotę tyle się działo ,ale nic nie pamiętam ,chociaż to było wczoraj. Dobra pamięć ,ale krótka.
Niedziela - today
No to tak ,wstałam poszłam z braciszkiem moim ukochanym na boisko. Mówię do niego - nie bierz Niuni (psa mojego xd) a on ją wziął i obiecywał ,że będzie się opiekował. Już w drodze musiałam ją trzymać ,a potem się on huśtał na huśtawce,  a ja ją pilnować musiała. Don't trust you anymore ,bro. I teraz się nudzę i planuję coś z Nicol ,ona ma kuzynów ,woow. xD I nie wiem gdzie jest moja książka..

I teraz wiosna. Trampki ,rowery ,spacery ,owoce ,słońce i w ogóle . KOCHAM TO! Już niedłuugo *.* 21 marca do szkoły pójdę ,bo idziemy topić Marzannę,w tamtym roku się paliła, zobaczymy co  w tym :D




































- taki "wodospad" mam u mnie w miejscowości ;) Ja robiłam zdjęcie.















- też ja robiłam ;)


A teraz nuta ,która ciągle mi krąży w głowie : troszkę smutna ,ale fajna.















A tak żeby nie było smutno.. ;D
















I'm gonna live my life ,no matter what we party tonight !

niedziela, 11 marca 2012

NEVER SAY NEVER

Wiecie co? Od dwóch lat jestem nastawiona do życia pozytywnie. Owszem ,mam momenty ,w których uważam ,że świat jest okropny ,ludzie są okropni ,kto ich nie ma? A dlaczego od dwóch lat? Dwa lata temu stałam się Belieber. I Justin cały czas mnie motywował takimi słowami jak : Never give up ,Believe in your dreams ,Będę celem ,ale nigdy ofiarą i najważniejsze : There's gonna be times when people tell you that you can't live your dreams. This is what I tell them : NEVER SAY NEVER. I jeszcze nie zapomnę o bardzo motywującym cytacie z Born To Be Somebody :
Feel it ,
Believe it ,
Dream it, 
Be it. 
A w co najbardziej wierzyłam? W koncert ,który odbyłby się w moim kraju - Polsce. Niedawno Polska była Narnią ,a teraz nie jest. Już 9 marca One Direction napisali o Polsce i Pattie napisała o naszym kraju. A 10 ? Dla Beliebers najlepszy dzień w życiu. Scott napisał o tym ,że Justin przyjedzie do Polsce. Teraz jego tweet "yes" robi mi za tapetę. Czułyśmy ,że ten koncert nadejdzie ,wierzyłyśmy ,marzyły o tym i będziemy tam. Spełnimy swoje marzenia. Nareszcie ,dla mnie po dwóch latach ,dla innych po trzech. Doczekałyśmy się tego. DZIĘKUJEMY.

poniedziałek, 5 marca 2012

COME THERE.

Hej ! Dzisiaj notka będzie krótka, chciałam tylko dać tutaj link do bloga mojej koleżanki ,Julii. http://julia-and-kin.bloblo.pl/ Ma oryginalnego bloga ,jest cudowny. Potrzebuje więcej czytelników. Wejdź i przeczytaj ,to niewiele ,a daje tyle szczęścia.

wtorek, 21 lutego 2012

Mistakes

Hej! Dzisiaj coś mnie wzięło na notkę. Ten tydzień jest (przynajmniej na razie) lepszy od tamtego. Szkoła aż tak nie męczy. Może codziennie trzeba się na coś uczyć ,ale nie sześć godzin i za to dziękuję nauczycielom! A co mnie wzięło na taki tytuł notki ? Zaraz wszystko wytłumaczę...
W życiu popełniamy wiele błędów. Z przyjaźnią ,rodziną albo nawet w szkole ,na sprawdzianach czy innych. Potem tego bardzo żałujemy ,a w niektórych przypadkach się załamujemy i wszystko nagle staje się czarne. Prawda ,że tak jest? Tak ma każdy człowiek. Ale jak to się mówi - uczymy się na własnych błędach.  Bo przecież nikt z nas nie może być idealny. Może ktoś wydawać się taki ,jednak każdy ma swoje słabe strony ,które niekoniecznie ukazuje. Czasami mamy też jakieś trudne sytuacje ,kiedy wydaje nam się ,że nie ma z tego wyjścia ,jesteśmy w kropce. Jednak do wszystkiego jest jakieś wyjście ,może ryzykowne ,ale przecież jakie byłoby życie bez ryzyka? Dzisiaj na języku polskim pani (którą coraz bardziej lubię) rozmawiała z nami właśnie o błędach ,a nawiązywała tym do wiersza. Bardzo mi się spodobał ten wiersz. Pewnie tylko mi jedynej ,bo tylko ja chyba zwracam uwagę na jakieś wierszę ,jestem inna od mojej klasy. No to zamieszczę tutaj ten wiersz ,który napisał Leopold Staff.

Odys
Niech cię nie niepokoją 
Cierpienia twe i błędy.
Wszędy są drogi proste ,
Lecz i manowce* wszędy.


O to chodzi jedynie ,
By naprzód wciąż iść śmiało,
Bo zawsze się dochodzi 
Gdzie indziej ,niż się chciało.


Zostanie kamień z napisem:
Tu leży taki i taki.
Każdy z nas jest Odysem* ,
Co wraca do swej Itaki. 


Podobał wam się wiersz? Jest w nim zawarta prawda. Mimo ,że popełniamy mnóstwo błędów ,nie powinniśmy się nimi zbytnio przejmować ,tylko iść dalej.






































































I napiszę jeszcze jedno ,takie coś dla mnie i może nawet dla was na przyszłość ,pamiętajcie - pierwsza myśl zawsze najlepsza. Ja się zawsze o tym przekonuję. Kiedyś na konkursie ortograficznym napisałam dobrze ,zmazałam i napisałam źle. A tak dostałabym się dalej. No ,ale mówi się trudno.  No i jeszcze na sprawdzianie ostatnio napisałam dobrze ,coś mi nie grało i zmazałam ,i napisałam źle. Nie wiem co dostałam ,ale pewnie 5+ ,bo tak się zapowiada. No ,ale 5+ to nie to samo co 6 ,haha :D Zobaczymy.

A jak jest u was? Podoba wam się wiersz?